20 marca 2024

Nadzieja umiera ostatnia, a miłość trwa wiecznie

 

     W domu panowała równowaga i spokój. Życie Gabrieli i jej męża Roberta było spokojne i poukładane, tak jak życie wielu innych kochających się ludzi. Byli młodzi i pełni pomysłów na przyszłość...  aż do tego okropnego dnia, gdy listonosz przyniósł list polecony...

- Gabrysiu, pamiętaj kocham Cię... Wrócę z frontu zanim spostrzeżesz. - Powiedział młody mężczyzna, całując czule młodą kobietę w czoło.

- Będę do Ciebie pisała, najdroższy. - Powiedziała kobieta, powoli puszczając rękę  mężczyzny, który stał przy otwartym oknie z wolna odjeżdżającego pociągu.

Kobieta,  mimo że stała przy ludziach, czuła jakby była sama na peronie, łzy zaczęły płynąć po jej zaróżowionych policzkach. Jej serce było pokruszone na drobne kawałki niczym stłuczona filiżanka.

- Gabrysiu, chodź zawiozę Cię do naszego rodzinnego domu. -Powiedziała starsza kobieta z lekko przygarbionymi plecami.

- Mamo...  nie wiem co robić. - Powiedziała kobieta i zaczęła iść w stronę wyjścia z peronu.

        Kobiety weszły do przedpokoju, w którym stała drewniana szafa na tle białych ścian. Zagłębiając się dalej w mieszkanie, witały je kuchnia, łazienka i dwa pokoje sypialniane.

  - Może chcesz coś do jedzenia, czy wolisz położyć się spać? - Zapytała  stara kobieta, odgarniając rude pukle włosów z zapłakanej twarzy swojej córki.

  - Dziękuje Ci mamo, ale położę się spać. - Powiedziała Gabrysia i skierowała się do swojego dawnego pokoju. Ściany były lawendowe, na środku pokoju stało łóżko, a zaraz obok niego biurko i szafa. Gabrysia  położyła się na łóżku i zaczęła szlochać.  Rozmyślała o tym, jak rok temu wyszła za mąż za Roberta, o tym jak się kochali i jak prawie byli nie rozłączni. W jej głowie przewijały się wspomnienia wspólnych spacerów, wyboru filiżanek do porannej kawy, wspólne kolacje z przyjaciółmi. Wspominała, ulubione wieczory, podczas których pisali razem wiersze. Nie spostrzegła, jak rozpalona żalem i tęsknotą zasnęła pogrążona w smutku.

           

Dwa miesiące później.

           

     Słońce było już wysoko. Opromieniało piękną twarz Gabrysi. Otworzyła oczy, powieki zdawały się być ciężkie niczym ołów.  Ociężale zwlekła się z łóżka, nie czuła sensu, ubrała  sukienkę i poszła do kuchni.

- Dzień dobry słonko, masz tu jajecznicę. -Powiedziała mama i podała córce talerz.

- Dziękuję, mamo. O której otwiera się poczta? -Zapytała głosem ochrypłym od wielodniowego płaczu. Nabrała widelcem odrobinę jajecznicy do ust.

- Córciu, nie musisz się tak zamartwiać o Roberta, to silny mężczyzna. Poczta otwiera się od  7:30. Czynna do 16:30. Jest 15 00. Jeśli chcesz się tam wybrać, to radzę dopiero jutro rano, teraz jest tam mnóstwo ludzi. Powiedziała mama i zaczęła iść w stronę drzwi wyjściowych.

  - Dokąd idziesz? - Zapytała Gabrysia.

  - Jestem dziś umówiona do lekarza. – Odpowiedziała, szukając kluczy w torebce.

  - Nic nie mówiłaś, to coś poważnego? - Zapytała z niepokojem Gabrysia.

  - Nie, spokojnie tylko rutynowa wizyta u kardiologa. - Powiedziała i zaczęła ubierać się w płaszcz.

  - Dobrze pa... pa...- Powiedziała Gabrysia.

  - Pa... - Odpowiedziała mama.

       Gabrysia usiadła melancholijnie do stołu i zaczęła pisać list.  

                                                                                                         

Jednostka Wojskowa 650

Pierwsza Kompania

starszy sierżant Robert Wiśniewski

 

 

 

               Kochany Robercie,

       Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Wiem, że dasz radę już nie z takich sytuacji wychodziłeś cało. Noszę Cię w sercu, a każdy dzień bez Ciebie jest dla mnie wyblakły z kolorów. Pamiętaj, człowiek w życiu może mieć miłości wiele, ale prawdziwą tylko raz. Raz człowiek się rodzi, raz umiera i raz może szczerze kochać. Bo miłości pierwszej i w dodatku szczerej nie można nigdy zapomnieć. Modlę się do Boga, by to nie był ostatni list jaki Ci wysyłam. Napisz do mnie, jeśli będziesz mógł.                                                                                                                 Twoja Gabrysia                                                            

 

    Gabrysia ucałowała czule list i włożyła do koperty. Szybko się ubrała i popędziła na pocztę, by wrzucić  list do skrzynki.

  - Dzień dobry Pani Wiśniewska. Jak się pani trzyma? - Zapytała starsza kobieta ubrana w szarą spódnicę i zieloną bluzkę.

  - Dzień dobry, Pani Wójcik. Staram się być twarda - powiedziała Gabrysia.

  - Mój wnuk był w tej samej jednostce, co Pani mąż. On również zginął. – odezwała się Pani Wójcik.

  - Nie rozumiem o czym Pani mówi... Ja już muszę iść! - Powiedziała Gabrysia i zaczęła biec do mieszkania.

     Gabrysia stanęła niepewnie przy swojej skrzynce pocztowej i ją otwarła. Jej oczy ujrzały żółty list z widniejącą pieczęcią wojska. Kobieta stanęła w progu mieszkania i zemdlała. Obudziła się na kanapie, jej mama czytała list z łzami w oczach.

  - Czy, tam jest napisane coś o Robercie?- Zapytała Gabrysia nieprzytomnym głosem.

  - Tak. On...- Zaczęła mówić kobieta przerywanym głosem, ale przerwała...

  - Daj mi to proszę. -Powiedziała Gabrysia, wstając, by wziąć list, ale opadła na kanapę z powrotem łapiąc się za głowę.

  - Tam jest napisane, że zaginął i nie widać szans na odnalezienie go... -Powiedziała kobieta, wstając i łapiąc się za serce.

  - Mamo co Ci jest?! - Krzyknęła Gabrysia i z całych sił, jakie miała, pobiegła do sąsiada, wołając o pomoc.

        Mama Gabrysi została przewieziona w ciężkim stanie do szpitala. Przez dwa tygodnie  lekarze próbowali ją utrzymać przy życiu, lecz serce kobiety nie wytrzymało. W tym czasie Gabrysia pogrążona w rozpaczy za mamą i ukochanym przestała jeść i zaniedbała całe swoje życie była pogrążona w depresji, nie dała nikomu sobie pomóc... 

       Jednak po miesiącu zmagania się z ogromną rozpaczą i sytuacją jaka spadła na jej barki wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Pewnego popołudnia do drzwi ktoś zapukał. Gabrysia niechętnie poszła i otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się wysoki i wychudły mężczyzna w mundurze...

- Robert... Czy to naprawdę Ty? - Zapytała drżącym głosem, chwytając się futryny.

- Tak Gabrysiu... - Powiedział mężczyzna ze łzami w oczach. Objął  twarz kobiety wychudłymi dłońmi i pocałował ją czule w czoło jak zwykł to robić.

- Ale przecież dostałam list, że zaginąłeś i nie ma szansy Cię odnaleźć - szepnęła Gabrysia, przytulając swojego męża z całych sił, których niewiele jej zostało.

- Gabrysiu??? Nie przyszedł do Ciebie drugi list mówiący o tym, że pomylono osoby??? Chodź do środka, widzę, że bardzo to przeżyłaś. Gdzie jest mama??

- Ona... zmarła... - Powiedziała Gabrysia i straciła przytomność.

     Mężczyzna wziął ukochaną w ramiona i gorzko zapłakał. Zdał sobie sprawę, jak wojna i rozłąka potrafiła zniszczyć zdrowie, pogrzebać nadzieję, a nawet odebrać życie niewinnej osobie – matce Gabrysi. Tuląc swoją żonę gorzko zapłakał nad podłością i niesprawiedliwością losu...

 

Zofia Styl

 

 

 

 

Artykuły z tej kategorii